„Łapa na zgodę” czyli jak pogodzić się po kłótni?

Bajka do czytania, z serii przygód psa Fafika i kota Bączka. Zgoda między przyjaciółmi to coś bardzo ważnego. Tego uczą Fafik i Bączek. Oni wiedzą, jak pogodzić się po kłótni.

Berek! – usłyszałem głos… i poczułem dotknięcie łapki na moim ogonie.

No nie! Jak ty to robisz? Skradasz się tak cicho, że znów mnie zaskoczyłeś! – krzyknąłem i zacząłem swój poranny pościg za Bączkiem.

Na pewno mnie nie dogonisz! Jestem szybszy od ciebie. Jestem najszybszym kotem na świecie! – wołał Bączek, jak gdyby nigdy nic, przeskakując z jednej grządki z truskawkami na drugą. Gdy to zobaczyłem, aż mi serce mocniej zabiło.

Tam nie wolno! Pamiętasz, co mówiła Kasia? Jeśli coś zniszczymy, znów nie pozwolą nam wchodzić do tej części ogródka! – krzyknąłem przerażony w stronę małego sprintera.

Nic im nie zrobię. Przecież wiesz, jak dobrze skaczę i uważam, gdzie stawiam łapki. Ostatnim razem, gdy wpadłem na krzaczek i zdeptałem kilka truskawek, to był wypadek. Zapatrzyłem się na lecącą wprost na mnie srokę. Przestraszyłem się, że jak nie schylę głowy, to się zderzymy. No i gdy tylko się schyliłem, straciłem równowagę i wpadłem wprost w truskawki. Dalej już wiesz, co było – tłumaczył ze spokojem Bączek.

Wiem, wiem i dlatego wolę być ostrożny. Nie chciałbym drugi raz tego przeżywać. Dostało się wtedy nie tylko tobie, ale i mnie – tu zatrzymałem się i zacząłem drapać się za lewym uchem. Bączek widząc, że nikt za nim nie biegnie, też się zatrzymał. Czekał na mój ruch.
A ja czekałem, aż coś go rozproszy, by z zaskoczenia wygrać tę rundkę berka. Drapiąc się za uchem, zerkałem w stronę Bączka. On patrzył na mnie, a ja na niego. W pewnej chwili Bączek otworzył pyszczek i ziewnął.
Wykorzystałem chwilę jego nieuwagi i tak szybko, jak umiałem, zacząłem biec w stronę przyjaciela. Ten, widząc, że się zbliżam, zerwał się na równe nogi. Widać było, że nie zamierza się poddać. Chcąc mnie zmylić, skręcił nagle w stronę jabłoni, rosnących w naszym ogrodzie. Nie widząc innej drogi ucieczki, odbił się z całych sił i wskoczył na gałąź, która była najniżej. Potem na jeszcze jedną i jeszcze jedną. Wiedział, że im wyżej się znajdzie, tym trudniej będzie mi go dosięgnąć.

To nie fair! Umawialiśmy się, że nie wskakujemy tam, gdzie drugi z nas nie da rady! –krzyknąłem trochę już zły, zadzierając głowę do góry. Chwilę to trwało, zanim zobaczyłem ten jego długi, rudy, koci ogon.

No wiem, ale jakbym tu nie wskoczył, dogoniłbyś mnie i wtedy ja bym był „berek”. Wiesz, że wolę uciekać niż gonić – tłumaczył się Bączek.

Przecież zawsze możemy skończyć zabawę w berka i robić coś innego. Znasz mnie. Równie dobrze możemy pobiec teraz do domu i coś przekąsić, bo coraz bardziej burczy mi w brzuszku – nieco łagodniejszym tonem zwróciłem się z dołu do Bączka.

Ten pomyślał chwilę, kiwnął ogonkiem w prawo, kiwnął ogonkiem w lewo i hops, zeskoczył tuż obok mnie.

Przepraszam. Więcej nie będę. Słowo kota. Łapa na zgodę? – patrząc mi prosto w moje oczy, zapytał Bączek.

Łapa na zgodę! – odpowiedziałem. Nie umiem się gniewać na tego kociaka. Chyba za bardzo go lubię, a kiedy kogoś tak bardzo się lubi, to nawet największy gniew szybko znika. Tak, jak znika noc, gdy na niebie pojawia się Słońce. Może to nasze lubienie jest jak takie Słońce? Kto wie…

Chyba też jestem głodny. Gdy tylko wspomniałeś o jedzeniu, od razu przyszła mi ochota na soczystego tuńczyka, którego troszkę zostało mi ze śniadania. To co? Kto pierwszy przy drzwiach? – rzucił wyzwanie Bączek i wystartował jak z procy, kierując się prosto w stronę domu.

Jasne! – zgodziłem się na propozycję przyjaciela i nie czekając dłużej, pognałem co sił w łapach, by dotrzeć na miejsce jako pierwszy. I dobiegłem. Tym razem Bączkowi nie udało się zostawić mnie w tyle. Ale nam to nigdy nie przeszkadza, bo przecież nie jest ważne, kto wygrywa w takich biegach. Dla nas najbardziej liczy się dobra zabawa i radość z biegania.
Gdy tylko dotarliśmy do domu, poszliśmy w tę samą stronę. Tak się składa, że nasze miseczki stoją w jednym kąciku. Zawsze raźniej wspólnie wyjada się wszystkie smakołyki, które zostawia nam tu Kasia albo jej rodzice.

Tak było miesiąc temu, gdy poznałem mojego przyjaciela. Od tamtego czasu, niejeden raz wyciągaliśmy do siebie łapę na zgodę, bo nawet najlepszym przyjaciołom zdarzają się małe sprzeczki. Wtedy wystarczy przypomnieć sobie, jak bardzo się lubimy i przeprosić albo przyjąć przeprosiny.

Opracowała T. Musielak

Grażyna Krychowiak
%d bloggers like this: